Gdy wyszliśmy z
teatru znów się rozpadało. Pobiegliśmy do samochodu. Marc odpalił
i włączył ogrzewanie, ale nie ruszył.
- Jak ci się
podobał spektakl? - zapytałam. Wyglądał jakby coś rozważał. Po
chwili podniósł głowę. Wydawało mi się, że chce coś
powiedzieć. Jego oczy pobiegły gdzieś w bok. Nie wiedziałam
nawet czy usłyszał moje pytanie. Nagle jego oczy znów znalazły
się na mnie. Przyglądał się mi jak dziełu sztuki. Po chwili
przysunął się do mnie. Chciałam się odsunąć, ale trafiłam na
drzwi. Jego twarz znalazła się tuż przy mojej. Musnął mój
policzek kciukiem, po czym wpił się w moje usta. Odbierałam wiele
bodźców. Jego ciepłą rękę w moich włosach, przyciągającą
mnie bliżej. Drugą rękę gładzącą moje plecy. Jego gorące
wargi na moich zimnych ustach.
Wyciągnęłam rękę
i dotknęłam jego włosów. Były takie delikatne! Jak włosy
dziecka. Zjechałam ręką niżej, na szyję. Jeździłam ręką po
jego wystających obojczykach.
Po chwili
oderwaliśmy się od siebie. Moje policzki zalała czerwień.
- Przepraszam.-
wyszeptał Marc.
- Co? -podniosłam
głowę – Za co?
- Za ten pocałunek.
- Czemu? Przecież
nie miałam ci przeciwko.
- Nie uważasz, że
to za szybko? - zapytał
- Może trochę, ale
to było miłe.
- Naprawdę? -
zapytał. Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech
- Tak –
zachichotałam- Świetnie całujesz.
Posłał mi szeroki
uśmiech.
Nagle zadzwonił mój
telefon,
-Przepraszam na
chwilę.
Nieznany numer.
- Halo?
- Halo, Mizu? -
zapytała kobieta w słuchawce
- Tak, kto mówi?
- Z tej strony Lisa.
- O co chodzi? Coś
z Laurą?
- Tak. Jest w
szpitalu…
- Co? Jak to? Co się
stało?
- Nie wiem
dokładnie. Pielęgniarki nie chcą mi powiedzieć, bo nie jestem z
rodziny. Mogłabyś tu przyjechać?
Spojrzałam na
Marca, który siedział na tyle blisko, by wszystko słyszeć. Skinął
głową.
- Tak, będę,
Wyślij mi SMS-em adres szpitala. Będę możliwie najszybciej.
- Dobrze.-
powiedziała, po czym się rozłączyła.
Po chwili przyszedł
SMS. Pokazałam go Marcowi.
- Wiem gdzie to -
odpowiedział i ruszył z miejsca.
Całą drogę żadne
z nas się nie odezwało. Zbyt wiele myśli przewijało się przez
moją moją głowę
i próbowałam je
sobie poukładać. Marc najwyraźniej nie chciał mi przeszkadzać.
- Jesteśmy na
miejscu. - powiedział, gasząc silnik.
Podniosłam głowę.
Moim oczom ukazał się olbrzymi budynek szpitala Św. Trójcy.
- Dziękuję –
powiedziałam odpinając pasy – Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Będę czekał. -
Odparł z uśmiechem.
Próbowałam go
odwzajemnić, ale wyszedł mi grymas.
- Hej – złąpał
mnie za rękę – Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
- Dobrze. Spróbuję.
- pocałowałam go w policzek – Do usłyszenia.
Wysiadłam z
samochodu. Deszcz zmienił się w mżawkę. Pobiegłam w stronę
drzwi wejściowych. Podeszłam do recepcji. Kobieta za ladą
uśmiechnęła się do mnie pogodnie.
- Mogę w czymś
pomóc?
- Szukam mojej
przyjaciółki. Nazywa się Laura Montgomery. Może mi pani
powiedzieć gdzie ją przewieziono?
- Już momencik. -
powiedziała szperając w papierach. - W tej chwili znajduję się na
OIOM-ie. Drugie piętro, sala 18.
- Dziękuję bardzo.
- odparłam i poszłam w stronę wind.
Bez problemu
znalazłam odpowiednią salę. Oczywiście była zamknięta, a wstęp
mieli tylko lekarze i pielęgniarki. Zajrzałam przez przeszkloną
ścianę. Laura leżała w łóżku tuż przy niej. Obok niej stała
wielka aparatura. Miała w ustach pół przeźroczystą rurkę.
- Mogę w czymś
pomóc? - usłyszałam za sobą niski głos.
Odwróciłam się.
Stał za mną wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w białym kitlu.
- Leży tu moja
przyjaciółka, Laura Montgomery – wskazałam ją palcem – Mógłby
mi pan powiedzieć czemu tu wylądowała?
- Jak się nazywasz?
- Mizu Peters.
- Ach, to ty.
Rodzice Laury wspominali, że możesz przyjść. Choć ze mną.
Weszliśmy do
niewielkiego gabinetu. Usiedliśmy po przeciwnych stronach dębowego
biurka.
- Z tego co udało
nam się ustalić Laura przedawkowała silny lek nasenny. -
powiedział patrząc mi w oczy – Zrobiliśmy płukanie żołądka,
ale została przywieziona dość późno przez co jej stan jest
bardzo ciężki.
- Jak to
przedawkowała leki? - zapytałam półszeptem. - Czemu?
- Tego nie wiemy. -
odparł – Nawet jej rodzice nie potrafili odpowiedzieć na to
pytanie.
- Czy mogę ją
zobaczyć?
- Dobrze, ale tylko
na chwilę. - powiedział – Ta noc będzie decydująca, potrzebuję
wiele odpoczynku.
Skinęłam głową
na znak, że rozumiem.
Lekarz zaprowadził
mnie pod salę i dał mi błękitny fartuch.
- Wejdź, ale tylko
na chwilę.
Otworzył mi drzwi.
Usiadłam koło jej łóżka. Aparatura pikała i wtłaczała
powietrze do jej płuc, dzięki czemu jej klatka unosiła się
miarowo. Spojrzałam na jej twarz. Wyglądała okropnie. Miała
opuchnięte, podkrążone oczy, sine usta i ziemistą cerę. Jej dłoń
co jakiś czas drżała. Złapałam ją za rękę.
- Laura –
powiedziałam i poczułam, że zaczynam płakać – Przepraszam.
Przepraszam, że cię wczoraj nie wspierałam. Jestem gównianą
przyjaciółką, ale proszę walcz. Kiedy już stąd wyjdziesz,
wynagrodzę ci to. Tylko proszę, przeżyj. Nie wiedziałam, że tak
fatalnie czujesz się po tym rozstaniu. Przepraszam, że musiałaś
przedawkować leki, żebym zwróciła na ciebie uwagę. Powinnam
zauważyć, że coś się z tobą dzieje. Obiecuję, że będę się
bardziej starać.
Naglę za szybą
zobaczyłam lekarza. Wskazywał na zegarek.
Wytarłam oczy,
przejechałam ręką po jej czerwonych włosach i wyszłam na
korytarz.
Usiadłam na
krześle. Kilka miejsc dalej zauważyłam śpiącą, czarnowłosą
dziewczynę. Rozpoznałam w niej Lisę. Miała średniej długości,
proste włosy, jasną karnację i kolczyki, jeden w nosie i dwa pod
ustami.
Odwróciłam głowę
w stronę okna na salę. Laura wyglądała bardzo spokojnie.
Oparłam głowę o
oparcie krzesła, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
- Halo?
- Cześć mamo,
słuchaj jestem u Laury w szpitalu. Nie wrócę dzisiaj na noc.
- Dobrze kochanie.
Co się stało, że jest w szpitalu? Coś powanego?
- Powiem ci jak
wrócę, ale jest w ciężkim stanie.
- O Boże! Dobrze,
nie przeszkadzam. Oczywiście możesz zostać. Gdybyś nas
potrzebowała dzwoń, nawet w środku nocy.
- Dobrze mamo.
Kocham cię. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia
kochanie. - powiedziała i rozłączyła się
Na korytarzu
zapanowała cisza. Słychać było tylko oddech Lisy i brzęczenie
świetlówek.
Chciałam iść
spać, ale przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Marca.
Odebrał po trzech
sygnałach.
- Hej Mizu, jak tam?
- Laura jest na
OIOM- ie. Przedawkowała silne leki nasenne. Zrobili jej płukanie
żołądka, ale jej stan jest ciężki.
- O cholera.
- Ta noc będzie
najtrudniejsza.
- Zostajesz na noc w
szpitalu?
- Tak.
- Przyjechać do
ciebie? - spytał. Zaskoczył mnie.
- Nie, nie musisz. -
powiedziałam – Ale dziękuję, to miłe.
- Jak będziesz
czegoś potrzebować to dzwoń.
- Dobrze. Ale raczej
nie będę. Dobranoc.
- Dobranoc Mizu.
Będzie dobrze.
- Dziękuję. -
powiedziałam i rozłączyłam się.
Oparłam głowę o
oparcie i zamknęłam oczy. Byłam wykończona.
Znów śnił mi się
ten las. Tym razem jednak było inaczej. Przez gałęzie drzew
przebijało się światło słoneczne i nie odczuwałam potrzeby
uciekania. Nagle za drzewami mignęło mi coś czerwonego. Pobiegłam
za tym. Goniłam to aż do pięknej polany. Z góry padało światło
słoneczne i słychać było szum strumienia.
Zobaczyłam przed
sobą postać. Miała długie, lśniące czerwone włosy i białą
sukienkę. Stała do mnie tyłem, ale domyśliłam się kto to.
- Laura! - zawołałam
Postać odwróciła
się do mnie. Zobaczyłam twarz mojej przyjaciółki. Nie tą
szpitalną. Prawdziwą. Tą, którą widziałam codziennie. Pogodną,
jasną.
- Witaj, Mizu. -
powiedziała. Jej głos był czysty i dokładnie taki jaki znałam.
- Czemu mi się
śnisz? - spytałam
- Chciałam z tobą
porozmawiać.
- O czym?
- O tym co się
wydarzyło. - powiedziała smutno – Usiądź.
Usiadłam na trawie,
a Laura obok. Mogłam wręcz poczuć jej ciepło, mimo że
wiedziałam, że to sen.
- Posłuchaj, to co
się stało… To nie była twoja wina. Ja… - zrobiła przerwę i
spuściła wzrok - Od dawna o tym myślałam. Miałam dosyć tego
wszystkiego. Wplątałam się w kilka, cóż, kiepskich spraw. Nie
chciałam ci o nich mówić, bo wtedy próbowałabyś mi pomóc, a
ja… po prostu nie mogłam cię w to mieszać.
- Dlaczego to
zrobiłaś? - zapytałam i poczułam łzy na policzku.
- Mówiłam. Już od
dawna o tym myślałam. Potem jeszcze to zerwanie z Lisą. -
spojrzała mi w oczy – Po prostu mnie to przerosło.
- Co teraz będzie?
- Nic. Odejdę, a ty
zostaniesz. Będziesz musiała z tym jakoś żyć.
- Musisz odchodzić?
- spytałam, nie mogąc powstrzymać łez
- Muszę. Za chwilę
moje serce przestanie bić.
- Czemu?
- Zanim Lisa mnie tu
przywiozła, spora część leków zdążyła się wchłonąć. Ale
nie martw się, tam będzie mi lepiej. Tam nie ma bólu, strachu.
Jest tylko radość i miłość.
- Mówisz jak nie
ty. - Powiedziałam wycierając oczywiste
Uśmiechnęła się
do mnie.
- Wiem. To chyba
naturalne.
Nagle jej wzrok
uciekł gdzieś za mnie. Patrzyła na coś, czego ja nie byłam w
stanie zobaczyć.
- Co to? - spytałam
- Światło.
-uśmiechnęła się – Jest takie piękne.
- Jak wygląda?
- Nie potrafię tego
opisać. To jak… Wszystkie najpiękniejsze rzeczy na świecie
razem. - powiedziała, po czym spojrzała na mnie -Czy Piotr miał na
szyi znamię?
- Tak, skąd…
- Przyszedł po
mnie. Nie wiem czemu, ale go widzę. - przytuliła mnie – Na mnie
już pora. Będę tęsknić. Ale kiedyś się spotkamy.
- Kocham cię Laura.
- powiedziałam płacząc
- Ja ciebie też,
mała, ja ciebie też. Proszę, nie płacz za mną. Tam będę
szczęśliwa.
Pogłaskała mnie po
głowie i odeszła. Po prostu.
Obudziło mnie wycie
na korytarzu. Zobaczyłam Lisę przy szybie. Ręce zacisnęła w
pięści. Podeszłam bliżej. Obok łóżka Laury stał lekarz z
defibrylatorem. Ciało mojej przyjaciółki podskakiwało po każdym
strzale. Aparatura przy jej łóżku pokazywała pionową kreskę.
Po dłuższym czasie
zmagań lekarz wyszedł na korytarz. Zaczęłam płakać. Spojrzał
na mnie smutno.
- Przykro mi –
powiedział, po czym zwrócił się do idącej obok pielęgniarki –
Czas zgonu 03.16.
Najwyższy czas by coś dodać! Mam nadzieję, że się spodoba. Obiecuję wstawiać rozdziały częściej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz