piątek, 25 marca 2016

ROZDZIAŁ 4

   Gdy wyszliśmy z teatru znów się rozpadało. Pobiegliśmy do samochodu. Marc odpalił i włączył ogrzewanie, ale nie ruszył.
- Jak ci się podobał spektakl? - zapytałam. Wyglądał jakby coś rozważał. Po chwili podniósł głowę. Wydawało mi się, że chce coś powiedzieć. Jego oczy pobiegły gdzieś w bok. Nie wiedziałam nawet czy usłyszał moje pytanie. Nagle jego oczy znów znalazły się na mnie. Przyglądał się mi jak dziełu sztuki. Po chwili przysunął się do mnie. Chciałam się odsunąć, ale trafiłam na drzwi. Jego twarz znalazła się tuż przy mojej. Musnął mój policzek kciukiem, po czym wpił się w moje usta. Odbierałam wiele bodźców. Jego ciepłą rękę w moich włosach, przyciągającą mnie bliżej. Drugą rękę gładzącą moje plecy. Jego gorące wargi na moich zimnych ustach.
Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego włosów. Były takie delikatne! Jak włosy dziecka. Zjechałam ręką niżej, na szyję. Jeździłam ręką po jego wystających obojczykach.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Moje policzki zalała czerwień.
- Przepraszam.- wyszeptał Marc.
- Co? -podniosłam głowę – Za co?
- Za ten pocałunek.
- Czemu? Przecież nie miałam ci przeciwko.
- Nie uważasz, że to za szybko? - zapytał
- Może trochę, ale to było miłe.
- Naprawdę? - zapytał. Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech
- Tak – zachichotałam- Świetnie całujesz.
Posłał mi szeroki uśmiech.
Nagle zadzwonił mój telefon,
-Przepraszam na chwilę.
Nieznany numer.
- Halo?
- Halo, Mizu? - zapytała kobieta w słuchawce
- Tak, kto mówi?
- Z tej strony Lisa.
- O co chodzi? Coś z Laurą?
- Tak. Jest w szpitalu…
- Co? Jak to? Co się stało?
- Nie wiem dokładnie. Pielęgniarki nie chcą mi powiedzieć, bo nie jestem z rodziny. Mogłabyś tu przyjechać?
Spojrzałam na Marca, który siedział na tyle blisko, by wszystko słyszeć. Skinął głową.
- Tak, będę, Wyślij mi SMS-em adres szpitala. Będę możliwie najszybciej.
- Dobrze.- powiedziała, po czym się rozłączyła.
Po chwili przyszedł SMS. Pokazałam go Marcowi.
- Wiem gdzie to - odpowiedział i ruszył z miejsca.
Całą drogę żadne z nas się nie odezwało. Zbyt wiele myśli przewijało się przez moją moją głowę
i próbowałam je sobie poukładać. Marc najwyraźniej nie chciał mi przeszkadzać.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział, gasząc silnik.
Podniosłam głowę. Moim oczom ukazał się olbrzymi budynek szpitala Św. Trójcy.
- Dziękuję – powiedziałam odpinając pasy – Zadzwonię do ciebie wieczorem.
- Będę czekał. - Odparł z uśmiechem.
Próbowałam go odwzajemnić, ale wyszedł mi grymas.
- Hej – złąpał mnie za rękę – Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
- Dobrze. Spróbuję. - pocałowałam go w policzek – Do usłyszenia.
Wysiadłam z samochodu. Deszcz zmienił się w mżawkę. Pobiegłam w stronę drzwi wejściowych. Podeszłam do recepcji. Kobieta za ladą uśmiechnęła się do mnie pogodnie.
- Mogę w czymś pomóc?
- Szukam mojej przyjaciółki. Nazywa się Laura Montgomery. Może mi pani powiedzieć gdzie ją przewieziono?
- Już momencik. - powiedziała szperając w papierach. - W tej chwili znajduję się na OIOM-ie. Drugie piętro, sala 18.
- Dziękuję bardzo. - odparłam i poszłam w stronę wind.
Bez problemu znalazłam odpowiednią salę. Oczywiście była zamknięta, a wstęp mieli tylko lekarze i pielęgniarki. Zajrzałam przez przeszkloną ścianę. Laura leżała w łóżku tuż przy niej. Obok niej stała wielka aparatura. Miała w ustach pół przeźroczystą rurkę.
- Mogę w czymś pomóc? - usłyszałam za sobą niski głos.
Odwróciłam się. Stał za mną wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w białym kitlu.
- Leży tu moja przyjaciółka, Laura Montgomery – wskazałam ją palcem – Mógłby mi pan powiedzieć czemu tu wylądowała?
- Jak się nazywasz?
- Mizu Peters.
- Ach, to ty. Rodzice Laury wspominali, że możesz przyjść. Choć ze mną.
Weszliśmy do niewielkiego gabinetu. Usiedliśmy po przeciwnych stronach dębowego biurka.
- Z tego co udało nam się ustalić Laura przedawkowała silny lek nasenny. - powiedział patrząc mi w oczy – Zrobiliśmy płukanie żołądka, ale została przywieziona dość późno przez co jej stan jest bardzo ciężki.
- Jak to przedawkowała leki? - zapytałam półszeptem. - Czemu?
- Tego nie wiemy. - odparł – Nawet jej rodzice nie potrafili odpowiedzieć na to pytanie.
- Czy mogę ją zobaczyć?
- Dobrze, ale tylko na chwilę. - powiedział – Ta noc będzie decydująca, potrzebuję wiele odpoczynku.
Skinęłam głową na znak, że rozumiem.
Lekarz zaprowadził mnie pod salę i dał mi błękitny fartuch.
- Wejdź, ale tylko na chwilę.
Otworzył mi drzwi. Usiadłam koło jej łóżka. Aparatura pikała i wtłaczała powietrze do jej płuc, dzięki czemu jej klatka unosiła się miarowo. Spojrzałam na jej twarz. Wyglądała okropnie. Miała opuchnięte, podkrążone oczy, sine usta i ziemistą cerę. Jej dłoń co jakiś czas drżała. Złapałam ją za rękę.
- Laura – powiedziałam i poczułam, że zaczynam płakać – Przepraszam. Przepraszam, że cię wczoraj nie wspierałam. Jestem gównianą przyjaciółką, ale proszę walcz. Kiedy już stąd wyjdziesz, wynagrodzę ci to. Tylko proszę, przeżyj. Nie wiedziałam, że tak fatalnie czujesz się po tym rozstaniu. Przepraszam, że musiałaś przedawkować leki, żebym zwróciła na ciebie uwagę. Powinnam zauważyć, że coś się z tobą dzieje. Obiecuję, że będę się bardziej starać.
Naglę za szybą zobaczyłam lekarza. Wskazywał na zegarek.
Wytarłam oczy, przejechałam ręką po jej czerwonych włosach i wyszłam na korytarz.
Usiadłam na krześle. Kilka miejsc dalej zauważyłam śpiącą, czarnowłosą dziewczynę. Rozpoznałam w niej Lisę. Miała średniej długości, proste włosy, jasną karnację i kolczyki, jeden w nosie i dwa pod ustami.
Odwróciłam głowę w stronę okna na salę. Laura wyglądała bardzo spokojnie.
Oparłam głowę o oparcie krzesła, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
- Halo?
- Cześć mamo, słuchaj jestem u Laury w szpitalu. Nie wrócę dzisiaj na noc.
- Dobrze kochanie. Co się stało, że jest w szpitalu? Coś powanego?
- Powiem ci jak wrócę, ale jest w ciężkim stanie.
- O Boże! Dobrze, nie przeszkadzam. Oczywiście możesz zostać. Gdybyś nas potrzebowała dzwoń, nawet w środku nocy.
- Dobrze mamo. Kocham cię. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia kochanie. - powiedziała i rozłączyła się
Na korytarzu zapanowała cisza. Słychać było tylko oddech Lisy i brzęczenie świetlówek.
Chciałam iść spać, ale przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Marca.
Odebrał po trzech sygnałach.
- Hej Mizu, jak tam?
- Laura jest na OIOM- ie. Przedawkowała silne leki nasenne. Zrobili jej płukanie żołądka, ale jej stan jest ciężki.
- O cholera.
- Ta noc będzie najtrudniejsza.
- Zostajesz na noc w szpitalu?
- Tak.
- Przyjechać do ciebie? - spytał. Zaskoczył mnie.
- Nie, nie musisz. - powiedziałam – Ale dziękuję, to miłe.
- Jak będziesz czegoś potrzebować to dzwoń.
- Dobrze. Ale raczej nie będę. Dobranoc.
- Dobranoc Mizu. Będzie dobrze.
- Dziękuję. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Oparłam głowę o oparcie i zamknęłam oczy. Byłam wykończona.
Znów śnił mi się ten las. Tym razem jednak było inaczej. Przez gałęzie drzew przebijało się światło słoneczne i nie odczuwałam potrzeby uciekania. Nagle za drzewami mignęło mi coś czerwonego. Pobiegłam za tym. Goniłam to aż do pięknej polany. Z góry padało światło słoneczne i słychać było szum strumienia.
Zobaczyłam przed sobą postać. Miała długie, lśniące czerwone włosy i białą sukienkę. Stała do mnie tyłem, ale domyśliłam się kto to.
- Laura! - zawołałam
Postać odwróciła się do mnie. Zobaczyłam twarz mojej przyjaciółki. Nie tą szpitalną. Prawdziwą. Tą, którą widziałam codziennie. Pogodną, jasną.
- Witaj, Mizu. - powiedziała. Jej głos był czysty i dokładnie taki jaki znałam.
- Czemu mi się śnisz? - spytałam
- Chciałam z tobą porozmawiać.
- O czym?
- O tym co się wydarzyło. - powiedziała smutno – Usiądź.
Usiadłam na trawie, a Laura obok. Mogłam wręcz poczuć jej ciepło, mimo że wiedziałam, że to sen.
- Posłuchaj, to co się stało… To nie była twoja wina. Ja… - zrobiła przerwę i spuściła wzrok - Od dawna o tym myślałam. Miałam dosyć tego wszystkiego. Wplątałam się w kilka, cóż, kiepskich spraw. Nie chciałam ci o nich mówić, bo wtedy próbowałabyś mi pomóc, a ja… po prostu nie mogłam cię w to mieszać.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytałam i poczułam łzy na policzku.
- Mówiłam. Już od dawna o tym myślałam. Potem jeszcze to zerwanie z Lisą. - spojrzała mi w oczy – Po prostu mnie to przerosło.
- Co teraz będzie?
- Nic. Odejdę, a ty zostaniesz. Będziesz musiała z tym jakoś żyć.
- Musisz odchodzić? - spytałam, nie mogąc powstrzymać łez
- Muszę. Za chwilę moje serce przestanie bić.
- Czemu?
- Zanim Lisa mnie tu przywiozła, spora część leków zdążyła się wchłonąć. Ale nie martw się, tam będzie mi lepiej. Tam nie ma bólu, strachu. Jest tylko radość i miłość.
- Mówisz jak nie ty. - Powiedziałam wycierając oczywiste
Uśmiechnęła się do mnie.
- Wiem. To chyba naturalne.
Nagle jej wzrok uciekł gdzieś za mnie. Patrzyła na coś, czego ja nie byłam w stanie zobaczyć.
- Co to? - spytałam
- Światło. -uśmiechnęła się – Jest takie piękne.
- Jak wygląda?
- Nie potrafię tego opisać. To jak… Wszystkie najpiękniejsze rzeczy na świecie razem. - powiedziała, po czym spojrzała na mnie -Czy Piotr miał na szyi znamię?
- Tak, skąd…
- Przyszedł po mnie. Nie wiem czemu, ale go widzę. - przytuliła mnie – Na mnie już pora. Będę tęsknić. Ale kiedyś się spotkamy.
- Kocham cię Laura. - powiedziałam płacząc
- Ja ciebie też, mała, ja ciebie też. Proszę, nie płacz za mną. Tam będę szczęśliwa.
Pogłaskała mnie po głowie i odeszła. Po prostu.

Obudziło mnie wycie na korytarzu. Zobaczyłam Lisę przy szybie. Ręce zacisnęła w pięści. Podeszłam bliżej. Obok łóżka Laury stał lekarz z defibrylatorem. Ciało mojej przyjaciółki podskakiwało po każdym strzale. Aparatura przy jej łóżku pokazywała pionową kreskę.
Po dłuższym czasie zmagań lekarz wyszedł na korytarz. Zaczęłam płakać. Spojrzał na mnie smutno.

- Przykro mi – powiedział, po czym zwrócił się do idącej obok pielęgniarki – Czas zgonu 03.16.





Najwyższy czas by coś dodać! Mam nadzieję, że się spodoba. Obiecuję wstawiać rozdziały częściej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz