Poniedziałek.
Poniedziałek jest jak zmiana pogody. Czasem jest to ciepły front z
południa , czasem to deszcz i wichura z północy. Ten poniedziałek
był jak huragan. Zabrał ze sobą wszystko co znałam.
Imię
Laury zniknęło z dziennika. Podobnie jak Alexy co, muszę przyznać,
było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Laura zniknęła też z mojej
ławki, ze stolika na stołówki. Zmieniła tylko szkołę, a ja
czuję się jakby wyjechała na drugi koniec kraju.
Wysłałam
jej SMS "Alexa się wypisała"
"Wiem."
Odpisała.
Zaskoczyło
mnie to. W końcu nigdy ze sobą nie rozmawiały. "Skąd?"
Napisałam.
"Chodzi
ze mną do klasy" odpisała.
Zamurowało
mnie. Nie tego się spodziewałam. Myślałam, że może gdzieś to
usłyszała.
"Wiedziałaś
o tym?"
"Nie,
dowiedziałam się przed chwilą."
"Ok.
Odezwę się później. Mam angielski."
"Ok.
Pa."
Na
angielskim usiadła koło mnie Sue. Przepisała się do naszej klasy
miesiąc temu z liceum w Iowa.
Dziewczyna
miała długie, prawie białe włosy, brązowe oczy i jasną
karnację. No i niewielkiego garba.
-
Hej Mizu - powiedziała swoim wysokim głosem - Czemu Laura się
przepisała?
-
Poszła do liceum plastycznego. - oparłam nieco zirytowana, bo była
chyba dziesiątą osobom, która o to pyta - Chce się dostać na
studia plastyczne.
-
Rozumiem - odparła kiwając głową - Alexa też tam poszła?
-
Tak. - rzuciłam. Jak ona na to wpadła?
-
Nie wiedziałam, że się kumplują.
-
Bo się nie kumplują. - odparłam nieco zbyt głośno - Po prostu
obie chcą iść na te same studia.
-
Dziwny zbieg okoliczności. - rzuciła
Przez
resztę lekcji nie odezwała się ani słowem.
Wychodząc
z sali poczułam na ramieniu czyjąś rękę.
-Znowu
ta kretynka - rzuciłam pod nosem
Odwróciłam
się. Wpatrywały się we mnie niebieskie oczy.
-
Hej Mizu - usłyszałam
To
była Blair. Była całkiem fajną dziewczyną. Zanim zaprzyjaźniłam
się z Laurą chwile się kumplowałyśmy. Byłam nawet na jej
urodzinach w zeszłym roku.
-
Hej Blair. - odparłam - Co tam?
-
Masz może notatki z biologi przy sobie? Nie było mnie w zeszłym
tygodniu.
-
Jasne. Choć, mam je w szafce.
-
Super.
Otworzyłam
szafkę i podałam jej odpowiedni zeszyt.
-
Trzymaj.
-
Dzięki. - odparła - Tak przy okazji, idziemy z dziewczynami na
pizze w czwartek. Chciałabyś pójść z nami?
-
Jasne. - powiedziałam - O której?
-
Po szkole.
-
Okay.
Poszłam
w stronę kolejnej sali.
-
Jak chcesz, to weź Laurę ze sobą. - usłyszałam
Nic
nie odpowiedziałam. Weszłam do sali i wyciągnęłam telefon.
"Blair
zaprosiła mnie na pizze. Chcesz iść z nami?" - napisałam do
Laury
"Kiedy?
" - odpisała
"
W czwartek. Po lekcjach."
Odpowiedź
przyszła po 15 minutach.
"
Nie mogę, umówiłam się już z dziewczynami z klasy."
"Okay."
- odpisałam.
Nie
byłam zazdrosna. Rozumiałam to. Chciała się z nimi zapoznać,
stać się częścią nowej klasy. Mimo to, trochę mnie to zabolało.
To był jej pierwszy dzień w szkole. Czułam się, jakby starała
się coś wymyślić, żeby ze mną nie iść. Może trochę
przesadzam, ale tak się czułam.
Historia
była okropna. Pan Thomson postanowił pytać całą lekcje, więc
siedziałam jak na szpilkach. Na szczęście mnie jednak ominął.
Po
lekcjach wsiadłam do samochodu. Zaczęło się robić zimno, ale to
dość normalne w listopadzie. Zanim się obejrzałam byłam już w
domu. Weszłam do pokoju, rzuciłam plecak koło biurka i włączyłam
laptopa. Dostałam e-mail na temat projektu z literatury. Muszę
zrobić go jak najszybciej, bo termin składania prac przypadał na
17-ego grudnia, a był 12-ty
listopada. Zamknęłam laptopa. Położyłam się na łóżku i
wpatrywałam w sufit. Nagle usłyszałam sygnał SMS-a.
Od
Laury "Pogodziłam się z Alexą".
Wpatrywałam
się tępo w ekran. Litery mi się rozmazywały, trzęsły mi się
ręce. Jeszcze trzy dni temu mówiła, że jej nienawidzi.
"Jak
to?" - odpisałam
"Ogólnie
podbiła dzisiaj do mnie, pogadałyśmy, przeprosiła mnie i się
pogodziłyśmy się."
Nie
wiedziałam co odpisał, więc po prostu odłożyłam telefon.
Poczułam ukłucie, jakby coś we mnie pękło. Zasłoniłam twarz
poduszką i zaczęłam płakać, po cichu. Chciałam się uwolnić od
złych emocji. Starałam się uspokoić. Z szuflady przy łóżku
wyjęłam słuchawki. Włączyłam najgłośniejszą muzykę jaką
znalazłam.
Gdy
się obudziłam było już zupełnie ciemno. Wyjęłam słuchawki z
uszu i wyłączyłam muzykę. Zapaliłam światło. Miałam
opuchnięte oczy i bolała mnie głowa. Zeszłam na dół po szklankę
soku. Usłyszałam samochód na podjeździe. Wyjęłam szklankę
z szafki na górze, wzięłam sok pomarańczowy i poszłam do pokoju.
Zgasiłam światło i zakryłam się kołdrą. Usłyszałam kroki na
schodach.
-
Hej Mizu - powiedziałam moja mama
Postanowiłam
udawać, że śpię.
-
Zostaw ją. Niech śpi. Pewnie jest zmęczona. - zawołał z dołu
tata.
Zamknęły
się drzwi. Ktoś zszedł po schodach.
Ostrożnie
podniosłam głowę. Zapaliłam lampkę nocną i nalałam sobie soku.
Po chwili wstałam, wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic.
Odkręciłam
ciepłą wodę. Muszę odpisać Laurze. Było mi wstyd, że tak
zareagowałam, ale to Laura nie chciała zadawać się z Alexą.
Na
początku pierwszej klasy kumplowałam się z Blair i Alexą. Byłyśmy
nierozłączne. Potem Blair dołączyła do drużyny siatkówki i z
przyjaciółki stała się po prostu koleżanką z klasy. Nie
pokłóciłyśmy się. Po prostu drogi nam się rozeszły.
Przyjaźniłam się więc tylko z Alexą. Po jakimś czasie dołączyła
do nas Laura. Świetnie się dogadywałyśmy, a Alexa była o to
zazdrosna. Potem zaczęły się spięcia, głównie o błahostki.
Przy jednej z takich kłótni Laura oznajmiła, że ma dość. Byłam
rozdarta. Z czasem zaczęłam oddalać się od Alexy. Miesiąc
później miałyśmy z Alexą spięcie, o ile pamiętam, o projekt na
technikę. Wykorzystałam okazje i po prostu zostawiłam Alexę.
Spowodowane było to głównie przyjaźnią z Laurą. Alexa prosiła
nas potem jeszcze, żebyśmy się z nią pogodziły, ale na próżno.
Potem było tylko gorzej. Razem z Laurą obgadywałyśmy ją na
potęgę i rozpuszczałyśmy o niej różne plotki. Skłamałabym
mówiąc, że to była tylko robota Laury, ale w większości to ona
to wymyślała. Alexa była jej wrogiem numer jeden, kimś kogo chce
się zlikwidować, a mimo to się z nią pogodziła. Z jakiegoś
powodu był to dla mnie cios, ale nie w moją stronę. Raczej w
stronę Alexy.
Ubrałam
się w piżamę, uczesałam włosy w warkocz i poszłam do pokoju.
Wzięłam telefon.
"To
fajnie. Bardzo się ciesze. " - odpisałam Laurze.
Po
chwil usłyszałam sygnał SMS-a. Otworzyłam wiadomość, ale jej
nadawcą nie była Laura.
"Dobrze
się bawiłem w sobotę. Może to powtórzymy?"
Mark.
Zupełnie o nim zapomniałam. Chciałam do niego napisać w
niedziele, ale wyleciało mi to z głowy.
"Ja
też dobrze się bawiłam. Chętnie to powtórzę. Kiedy i gdzie?"
- odpisałam
Wiadomość
zwrotna przyszła błyskawicznie.
"Może
jutro o 17-tej w tej samej kawiarence"
"Dobrze,
w takim razie do zobaczenia jutro."
Za
chwile znów usłyszałam piszczenie.
"Co
z takim opóźnieniem, czekałam na twoją reakcję"
"Wybacz,
robiłam zadania." - skłamałam
"To
dobrze, że się cieszysz."
Telefon
zapiszczał.
"Przyjadę
po ciebie. Śpij dobrze."
Mark
był naprawdę uroczy.
Zgasiłam
światło i zakryłam głowę kołdrą.
Około
pierwszej w nocy usłyszałam pukanie do drzwi. Zapaliłam lampkę.
Moja mama nigdy nie pukała, tym bardziej w nocy. Wstałam i
otworzyłam drzwi. Ze zdziwieniem przyglądałam się
zapłakanej twarzy przede mną. Myślałam, że się przewidziałam.
Laura stała i patrzyła się na mnie.
-
Jak weszłaś? - spytałam
-
Mam klucz. - wyszeptała
-
Co się stało? - spytałam przecierając oczy.
-Lisa
mnie rzuciła - powiedziała siadając na łóżku.
Zamknęłam
drzwi.
-
Znowu?
-
Nie możesz być miła?! - wykrzyknęła
-
Wybacz, ale jest po pierwszej, a to nie zdarzyło się pierwszy raz.
Pewnie niedługo do siebie wrócicie. - powiedziałam
Spojrzała
na mnie z żalem.
-
Okay, to o co poszło? - spytałam z rezygnacją
-
Właściwie o nic. - załkała - Byłyśmy w barze i przyszła moja
koleżanka. Zaczęłam z nią rozmawiać. Po chwili Lisa wyszła.
Wybiegłam za nią. Zapytałam o co chodzi. Powiedziała, że jak
wolę tamtą dziewczynę od niej to żebym spadała. Powiedziałam,
że to tylko koleżanka, a ona na to, żebym do niej wracała
i, że to koniec. - wybuchła płaczem
-
Spokojnie, pewnie niedługo się pogodzicie - starałam się ją
pocieszyć. Wychodziło mi kiepsko, bo byłam potwornie zmęczona i
mój mózg nie do końca przetwarzał informację. - To nie pierwszy
raz.
-
Tym razem było inaczej. Ona to mówiła tak... Poważnie. Wyglądała
jakby zrzuciła ciężar. Jakby od dawna chciała tylko tego.
-
Może tak było. Albo po prostu to był wpływ alkoholu i emocji. Nie
przejmuje się.
-
Jak mam się nie przejmować?! Kocham ją! Poza tym...
-
Poza tym co?
-
No wiesz... Spałam z nią.
-
Co?
-
Spałam z nią.
-
Jak to? Kiedy?
-
W sobotę.
-
Co? Nic mi nie mówiłaś.
-
Jakoś nie było okazji. - powiedziała zirytowany
-
Nie był okazji? Nocowałaś u mnie wtedy!
-
Wiem, ale... No tak wyszło.
-
Dobra, nie ważne. Muszę iść spać. Wyciągnę ci materac.
-
Nie, pojadę do domu.
-
Nie wydurniaj się. Jest późno. Rano pojedziesz.
-
Dobra, jak chcesz.
Wyjęłam
jej materac, kołdrę i dwie poduszki z szafy.
-
Dobranoc - powiedziałam gasząc światło.
Kiedy
wstałam rano, Laury już nie było. Wyszykowałam się do szkoły,
zjadłam szybkie śniadanie i pojechałam. Jak zwykle za wcześnie.
Weszłam do budynku, wszędzie walały się ulotki o nadchodzącym
balu zimowym. Usiadłam pod salą i wyjęłam podręcznik. Nagle
poczułam, że ktoś nade mną stanął. Spojrzałam w górę. To
była Blair.
-
Co robisz? - spytała
-
Uczę się. No wiesz, test z Matmy.
Odgarnęła
swoje rudawe włosy z czoła i spojrzała na sufit.
-
Cholera, zupełnie zapomniałam. Coś czuje, że znowu obleje.
-
Jak chcesz, mogę ci to wyjaśnić.
-
Nie, dzięki. Jestem oporną uczennicą. Mogłabyś mnie uczyć i
tydzień, a mój mózg zrozumie tylko tyle, że stracił dużo czasu.
- wyjaśniła - Ale dzięki za chęci.
-
Jak chcesz. - rzuciłam i wróciłam do nauki.
Usiadła
pod ścianą na przeciwko mnie.
Gdy
po lekcjach wyszłam ze szkoły padał deszcz. Pobiegłam do
samochodu i pojechałam do domu.
Gdy
weszłam dostałam SMS-a.
"Wyślij
mi swój adres to po ciebie przyjadę"
Wysłałam
odpowiedź i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę z masłem
orzechowym. Po jakimś czasie usłyszałam, że ktoś wjechał na
podjazd. Wyjrzałam przez okno. Nie rozpoznałam samochodu, więc
uznałam, że to Mark. Ubrałam się, wzięłam torbę i wyszłam
na podjazd. Chłopak wyszedł z samochodu i zmierzał w moim
kierunku.
-
Gotowa? - spytał
-
Jasne - powiedziałam zamykając drzwi na klucz - Możemy jechać.
Poszliśmy
w kierunku granatowego audi. W środku panowało przyjemne ciepło.
-
Dokąd jedziemy?
-
Zobaczysz - powiedział i wrzucił wsteczny.
Jechaliśmy
powoli, w stronę centrum miasta. Gdy minęliśmy budynek teatru Mark
się zatrzymał.
-
To tutaj - powiedział
-
Na co idziemy? - spytałam
-
To jakaś nowa sztuka. Będą w niej grać studenci ze szkoły
teatralnej. Ma tytuł ,, Bez Planu.''
Weszliśmy
do środka. Zostawiliśmy kurtki w szatni. Spektakl miał się odbyć
na głównej scenie. Przy wejściu Mark pokazał nasze bilety.
Zajęliśmy miejsca. Po chwili wszystkie światła zgasły, kurtyna
podniosła się i zapalił się jeden z reflektorów. Na scenę
wyszła dziewczyna, na oko niewiele starsza ode mnie.
-
Chyba wszyscy znamy to uczucie, kiedy we śnie biegniemy, ale nie
wiemy czemu. Nie wiemy przed czym uciekamy ani do czego zmierzamy.
Ale wydaje nam się, że tak już musi być, że musimy biec. Im
dłużej jednak biegniemy, tym bardziej wydaje nam to się bez sensu.
Ciągła walka. - powiedziała czystym, donośnym, pełnym emocji
głosem. - W pewnym sensie tak wygląda nasze życie jest do tego
bardzo podobne. Wszyscy biegniemy, planujemy, dążymy do celu, ale
często budzimy się zanim zrozumiemy sens tej walki. Zanim cokolwiek
się zmieni. Przebudzenie, koniec. Ale to właśnie poszukiwanie celu
nadaje naszemu życiu sens. To, czego potrzebujemy to cel.
Potem
zeszła ze sceny.
Hej, po dłuższym czasie w końcu rozdział.
Nie jestem pewna, czy ktoś to czyta, ale jeśli jest tu taka
duszyczka, to niech po sobie jakiś ślad. To bardzo motywuje.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, mam nadzieje niebawem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz