niedziela, 10 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 3

Poniedziałek. Poniedziałek jest jak zmiana pogody. Czasem jest to ciepły front z południa , czasem to deszcz i wichura z północy. Ten poniedziałek był jak huragan. Zabrał ze sobą wszystko co znałam.


   Imię Laury zniknęło z dziennika. Podobnie jak Alexy co, muszę przyznać, było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Laura zniknęła też z mojej ławki, ze stolika na stołówki. Zmieniła tylko szkołę, a ja czuję się jakby wyjechała na drugi koniec kraju.        
Wysłałam jej SMS "Alexa się wypisała"
"Wiem." Odpisała.
Zaskoczyło mnie to. W końcu nigdy ze sobą nie rozmawiały. "Skąd?" Napisałam.
"Chodzi ze mną do klasy" odpisała.
Zamurowało mnie. Nie tego się spodziewałam. Myślałam, że może gdzieś to usłyszała.
"Wiedziałaś o tym?"
"Nie, dowiedziałam się przed chwilą."
"Ok. Odezwę się później. Mam angielski."
"Ok. Pa."
Na angielskim usiadła koło mnie Sue. Przepisała się do naszej klasy miesiąc temu z liceum w Iowa.
Dziewczyna miała długie, prawie białe włosy, brązowe oczy i jasną karnację. No i niewielkiego garba.
- Hej Mizu - powiedziała swoim wysokim głosem - Czemu Laura się przepisała?
- Poszła do liceum plastycznego. - oparłam nieco zirytowana, bo była chyba dziesiątą osobom, która o to pyta - Chce się dostać na studia plastyczne.
- Rozumiem - odparła kiwając głową - Alexa też tam poszła?
- Tak. - rzuciłam. Jak ona na to wpadła?
- Nie wiedziałam, że się kumplują.
- Bo się nie kumplują. - odparłam nieco zbyt głośno - Po prostu obie chcą iść na te same studia.
- Dziwny zbieg okoliczności. - rzuciła
Przez resztę lekcji nie odezwała się ani słowem.
Wychodząc z sali poczułam na ramieniu czyjąś rękę.
-Znowu ta kretynka - rzuciłam pod nosem
Odwróciłam się. Wpatrywały się we mnie niebieskie oczy.
- Hej Mizu - usłyszałam
To była Blair. Była całkiem fajną dziewczyną. Zanim zaprzyjaźniłam się z Laurą chwile się kumplowałyśmy. Byłam nawet na jej urodzinach w zeszłym roku.
- Hej Blair. - odparłam - Co tam?
- Masz może notatki z biologi przy sobie? Nie było mnie w zeszłym tygodniu.
- Jasne. Choć, mam je w szafce.
- Super.
Otworzyłam szafkę i podałam jej odpowiedni zeszyt.
- Trzymaj.
- Dzięki. - odparła - Tak przy okazji, idziemy z dziewczynami na pizze w czwartek. Chciałabyś pójść z nami?
- Jasne. - powiedziałam - O której?
- Po szkole.
- Okay.
Poszłam w stronę kolejnej sali.
- Jak chcesz, to weź Laurę ze sobą. - usłyszałam
Nic nie odpowiedziałam. Weszłam do sali i wyciągnęłam telefon.
"Blair zaprosiła mnie na pizze. Chcesz iść z nami?" - napisałam do Laury
"Kiedy? " - odpisała
" W czwartek. Po lekcjach."
Odpowiedź przyszła po 15 minutach.
" Nie mogę, umówiłam się już z dziewczynami z klasy."
"Okay." - odpisałam.
Nie byłam zazdrosna. Rozumiałam to. Chciała się z nimi zapoznać, stać się częścią nowej klasy. Mimo to, trochę mnie to zabolało. To był jej pierwszy dzień w szkole. Czułam się, jakby starała się coś wymyślić, żeby ze mną nie iść. Może trochę przesadzam, ale tak się czułam.
   Historia była okropna. Pan Thomson postanowił pytać całą lekcje, więc siedziałam jak na szpilkach. Na szczęście mnie jednak ominął.
 Po lekcjach wsiadłam do samochodu. Zaczęło się robić zimno, ale to dość normalne w listopadzie. Zanim się obejrzałam byłam już w domu. Weszłam do pokoju, rzuciłam plecak koło biurka i włączyłam laptopa. Dostałam e-mail na temat projektu z literatury. Muszę zrobić go jak najszybciej, bo termin składania prac przypadał na 17-ego grudnia, a był 12-ty listopada. Zamknęłam laptopa. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit. Nagle usłyszałam sygnał SMS-a.
Od Laury "Pogodziłam się z Alexą".
Wpatrywałam się tępo w ekran. Litery mi się rozmazywały, trzęsły mi się ręce. Jeszcze trzy dni temu mówiła, że jej nienawidzi.
"Jak to?" - odpisałam
"Ogólnie podbiła dzisiaj do mnie, pogadałyśmy, przeprosiła mnie i się pogodziłyśmy się."
Nie wiedziałam co odpisał, więc po prostu odłożyłam telefon. Poczułam ukłucie, jakby coś we mnie pękło. Zasłoniłam twarz poduszką i zaczęłam płakać, po cichu. Chciałam się uwolnić od złych emocji. Starałam się uspokoić. Z szuflady przy łóżku wyjęłam słuchawki. Włączyłam najgłośniejszą muzykę jaką znalazłam.
 Gdy się obudziłam było już zupełnie ciemno. Wyjęłam słuchawki z uszu i wyłączyłam muzykę. Zapaliłam światło. Miałam opuchnięte oczy i bolała mnie głowa. Zeszłam na dół po szklankę soku. Usłyszałam samochód  na podjeździe. Wyjęłam szklankę z szafki na górze, wzięłam sok pomarańczowy i poszłam do pokoju. Zgasiłam światło i zakryłam się kołdrą. Usłyszałam kroki na schodach.
- Hej Mizu - powiedziałam moja mama
Postanowiłam udawać, że śpię.
- Zostaw ją. Niech śpi. Pewnie jest zmęczona. - zawołał z dołu tata.
Zamknęły się drzwi. Ktoś zszedł po schodach.
Ostrożnie podniosłam głowę. Zapaliłam lampkę nocną i nalałam sobie soku. Po chwili wstałam, wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic.
 Odkręciłam ciepłą wodę. Muszę odpisać Laurze. Było mi wstyd, że tak zareagowałam, ale to Laura nie chciała zadawać się z Alexą.
  Na początku pierwszej klasy kumplowałam się z Blair i Alexą. Byłyśmy nierozłączne. Potem Blair dołączyła do drużyny siatkówki i z przyjaciółki stała się po prostu koleżanką z klasy. Nie pokłóciłyśmy się. Po prostu drogi nam się rozeszły. Przyjaźniłam się więc tylko z Alexą. Po jakimś czasie dołączyła do nas Laura. Świetnie się dogadywałyśmy, a Alexa była o to zazdrosna. Potem zaczęły się spięcia, głównie o błahostki. Przy jednej z takich kłótni Laura oznajmiła, że ma dość. Byłam rozdarta. Z czasem zaczęłam oddalać się od Alexy. Miesiąc później miałyśmy z Alexą spięcie, o ile pamiętam, o projekt na technikę. Wykorzystałam okazje i po prostu zostawiłam Alexę. Spowodowane było to głównie przyjaźnią z Laurą. Alexa prosiła nas potem jeszcze, żebyśmy się z nią pogodziły, ale na próżno. Potem było tylko gorzej. Razem z Laurą obgadywałyśmy ją na potęgę i rozpuszczałyśmy o niej różne plotki. Skłamałabym mówiąc, że to była tylko robota Laury, ale w większości to ona to wymyślała. Alexa była jej wrogiem numer jeden, kimś kogo chce się zlikwidować, a mimo to się z nią pogodziła. Z jakiegoś powodu był to dla mnie cios, ale nie w moją stronę. Raczej w stronę Alexy.
   Ubrałam się w piżamę, uczesałam włosy w warkocz i poszłam do pokoju. Wzięłam telefon.
"To fajnie. Bardzo się ciesze. " - odpisałam Laurze.
Po chwil usłyszałam sygnał SMS-a. Otworzyłam wiadomość, ale jej nadawcą nie była Laura.
"Dobrze się bawiłem w sobotę. Może to powtórzymy?"
Mark. Zupełnie o nim zapomniałam. Chciałam do niego napisać w niedziele, ale wyleciało mi to z głowy.
"Ja też dobrze się bawiłam. Chętnie to powtórzę. Kiedy i gdzie?" - odpisałam
Wiadomość zwrotna przyszła błyskawicznie.
"Może jutro o 17-tej w tej samej kawiarence"
"Dobrze, w takim razie do zobaczenia jutro."
Za chwile znów usłyszałam piszczenie.
"Co z takim opóźnieniem, czekałam na twoją reakcję"
"Wybacz, robiłam zadania." - skłamałam
"To dobrze, że się cieszysz."
Telefon zapiszczał.
"Przyjadę po ciebie. Śpij dobrze."
Mark był naprawdę uroczy.
Zgasiłam światło i zakryłam głowę kołdrą.
Około pierwszej w nocy usłyszałam pukanie do drzwi. Zapaliłam lampkę. Moja mama nigdy nie pukała, tym bardziej w nocy. Wstałam i otworzyłam drzwi.  Ze zdziwieniem przyglądałam się zapłakanej twarzy przede mną. Myślałam, że się przewidziałam. Laura stała i patrzyła się na mnie.
- Jak weszłaś? - spytałam
- Mam klucz. - wyszeptała
- Co się stało? - spytałam przecierając oczy.
-Lisa mnie rzuciła - powiedziała siadając na łóżku.
Zamknęłam drzwi.
- Znowu?
- Nie możesz być miła?! - wykrzyknęła
- Wybacz, ale jest po pierwszej, a to nie zdarzyło się pierwszy raz. Pewnie niedługo do siebie wrócicie. - powiedziałam
Spojrzała na mnie z żalem.
- Okay, to o co poszło? - spytałam z rezygnacją
- Właściwie o nic. - załkała - Byłyśmy w barze i przyszła moja koleżanka. Zaczęłam z nią rozmawiać. Po chwili Lisa wyszła. Wybiegłam za nią. Zapytałam o co chodzi. Powiedziała, że jak wolę tamtą dziewczynę od niej to żebym spadała. Powiedziałam, że to tylko koleżanka, a ona na to,  żebym do niej wracała i, że to koniec. - wybuchła płaczem
- Spokojnie, pewnie niedługo się pogodzicie - starałam się ją pocieszyć. Wychodziło mi kiepsko, bo byłam potwornie zmęczona i mój mózg nie do końca przetwarzał informację. - To nie pierwszy raz.
- Tym razem było inaczej. Ona to mówiła tak... Poważnie. Wyglądała jakby zrzuciła ciężar. Jakby od dawna chciała tylko tego.
- Może tak było. Albo po prostu to był wpływ alkoholu i emocji. Nie przejmuje się.
- Jak mam się nie przejmować?! Kocham ją! Poza tym...
- Poza tym co?
- No wiesz... Spałam z nią.
- Co?
- Spałam z nią.
- Jak to? Kiedy?
- W sobotę.
- Co? Nic mi nie mówiłaś.
- Jakoś nie było okazji. - powiedziała zirytowany
- Nie był okazji? Nocowałaś u mnie wtedy!
- Wiem, ale... No tak wyszło.
- Dobra, nie ważne. Muszę iść spać. Wyciągnę ci materac.
- Nie, pojadę do domu.
- Nie wydurniaj się. Jest późno. Rano pojedziesz.
- Dobra, jak chcesz.
Wyjęłam jej materac, kołdrę i dwie poduszki z szafy.
- Dobranoc - powiedziałam gasząc światło.
 Kiedy wstałam rano, Laury już nie było. Wyszykowałam się do szkoły, zjadłam szybkie śniadanie i pojechałam. Jak zwykle za wcześnie. Weszłam do budynku, wszędzie walały się ulotki o nadchodzącym balu zimowym. Usiadłam pod salą i wyjęłam podręcznik. Nagle poczułam, że ktoś nade mną stanął. Spojrzałam w górę. To była Blair.
- Co robisz? - spytała
- Uczę się. No wiesz, test z Matmy.
Odgarnęła swoje rudawe włosy z czoła i spojrzała na sufit.
- Cholera, zupełnie zapomniałam. Coś czuje, że znowu obleje.
- Jak chcesz, mogę ci to wyjaśnić.
- Nie, dzięki. Jestem oporną uczennicą. Mogłabyś mnie uczyć i tydzień, a mój mózg zrozumie tylko tyle, że stracił dużo czasu. - wyjaśniła - Ale dzięki za chęci.
- Jak chcesz. - rzuciłam i wróciłam do nauki.
Usiadła pod ścianą na przeciwko mnie.
   Gdy po lekcjach wyszłam ze szkoły padał deszcz. Pobiegłam do samochodu i pojechałam do domu.
Gdy weszłam dostałam SMS-a.
"Wyślij mi swój adres to po ciebie przyjadę"
Wysłałam odpowiedź i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę z masłem orzechowym. Po jakimś czasie usłyszałam, że ktoś wjechał na podjazd. Wyjrzałam przez okno. Nie rozpoznałam samochodu, więc uznałam, że to Mark. Ubrałam się, wzięłam torbę i  wyszłam na podjazd. Chłopak wyszedł z samochodu i zmierzał w moim kierunku.
- Gotowa? - spytał
- Jasne - powiedziałam zamykając drzwi na klucz - Możemy jechać.
Poszliśmy w kierunku granatowego audi. W środku panowało przyjemne ciepło.
- Dokąd jedziemy?
- Zobaczysz - powiedział i wrzucił wsteczny.
Jechaliśmy powoli, w stronę centrum miasta. Gdy minęliśmy budynek teatru Mark się zatrzymał.
- To tutaj - powiedział
- Na co idziemy? -  spytałam
- To jakaś nowa sztuka. Będą w niej grać studenci ze szkoły teatralnej. Ma tytuł ,, Bez Planu.''
Weszliśmy do środka. Zostawiliśmy kurtki w szatni. Spektakl miał się odbyć na głównej scenie. Przy wejściu Mark pokazał nasze bilety. Zajęliśmy miejsca. Po chwili wszystkie światła zgasły, kurtyna podniosła się i zapalił się jeden z reflektorów. Na scenę wyszła dziewczyna, na oko niewiele starsza ode mnie.
- Chyba wszyscy znamy to uczucie, kiedy we śnie biegniemy, ale nie wiemy czemu. Nie wiemy przed czym uciekamy ani do czego zmierzamy. Ale wydaje nam się, że tak już musi być, że musimy biec. Im dłużej jednak biegniemy, tym bardziej wydaje nam to się bez sensu. Ciągła walka. - powiedziała czystym, donośnym, pełnym emocji głosem. - W pewnym sensie tak wygląda nasze życie jest do tego bardzo podobne. Wszyscy biegniemy, planujemy, dążymy do celu, ale często budzimy się zanim zrozumiemy sens tej walki. Zanim cokolwiek się zmieni. Przebudzenie, koniec. Ale to właśnie poszukiwanie celu nadaje naszemu życiu sens. To, czego potrzebujemy to cel.
Potem zeszła ze sceny.










Hej, po dłuższym czasie w końcu rozdział.
Nie jestem pewna, czy ktoś to czyta, ale jeśli jest tu taka
duszyczka, to niech  po sobie jakiś ślad. To bardzo motywuje.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, mam nadzieje niebawem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz