Kawiarenka była bardzo przytulna. Ściany były białe, pokryte wierszami. Przy barze stały wysokie, granatowe stołki. Na przeciwległej ścianie wisiały czarne półki z książkami. W tle leciała jakaś rockowa ballada. Przy ścianie prostopadle do tej z barem stał drewniany stolik, a po obu jego stronach stały obite czarną skórą fotele. Tam właśnie usiedliśmy.
- Opowiedz mi coś o sobie - zaproponował
- Tak więc... mam dziwne japońskie imię i...
- O nie, nie, nie! To nie ty masz tu najdziwniejsze imię - odparł - poza tym, chodziło mi raczej o to czym się interesujesz, no wiesz twoje hobby.
- Dobra. Ale wiedz, że nie lubię mówić o sobie. Więc interesuje się kulturą japońską, muzyką i teatrem. A, no i czasem maluje. - odpowiedziałam
- Czemu? Moim zdaniem jesteś bardzo ciekawą osobą. - odparł, ignorując moją późniejszą wypowiedź
- Czy coś państwu podać? - zapytała nagle kelnerka, która jakby wyrosła z pod ziemi. Muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyła.
- Poproszę herbatę miętową - odparłam nieco oszołomiona.
- Dobra - odparła kelnerka, notując moje zamówienie w notesie - A dla pana?
- Kawę. Czarną. - odparł Mark
Gdy kelnerka odeszła zapytał :
- Serio zamówiłaś miętową herbatę?
- Tak. Co w tym dziwnego?
- W sumie to nic. - odparł - Wróćmy do tego czemu nie lubisz o sobie mówić.
- Bo to krępujące. Tym bardziej jeśli nic nie wiem o moim rozmówcy.
- Znasz moje imię.
- To niewiele.
- To właśnie bardzo dużo . Imię wiele mówi o tym, kto je nosi,
- Wolę jednak, żebyś coś mi o sobie powiedział.
- Państwa zamówienie. - usłyszałam nad sobą cienki głos. Ta cholerna kelnerka chyba się teleportuję.
- Dziękujemy - odparł Mark wybuchając śmiechem. Kelnerka odeszła zmieszana.
- Z czego się śmiejesz? - zapytałam zirytowana, przypuszczając, że ze mnie.
- Masz minę jakbyś zobaczyła ducha - powiedział między atakami śmiechu.
- Ona zdecydowanie za cicho chodzi.
- A może po prostu nie słyszałaś? - zapytał z kokieteryjnym uśmiechem.
- No jasne - rzuciłam, biorąc łyk herbaty. Była naprawdę dobra. - Mów o sobie.
- Od czego by tu zacząć...
- Od początku. Skąd wzięło się twoje imię?
- Mój tata miał fioła na punkcie astrologii. Kiedy się urodziłem Mercury był w lini prostej z Ziemią. Stąd imię. A twoje?
- Moja mama była zafascynowana japonią, a byli akurat z tatą na wakacjach nad morzem. Tak wyszło. - odpowiedziałam - Ale rozmawialiśmy o tobie. Czym się interesujesz?
- Rysuję.
Bardzo mnie to zaskoczyło. Ale zdecydowanie pozytywnie.
- Co konkretnie rysujesz? - spytałam
- Ludzi. - odparł - Siadam na ławce albo w kawiarni, obserwuje ich, a potem przelewam to co widzę na papier.
Szczerze mnie zaintrygował. Przy pierwszej rozmowie wydawał się inny.
- Masz rodzeństwo? - spytałam
- Siostrę i brata. Maya ma 8 lat, a Leo 3 lata. A ty?
- Siostrę. Ma na imię Sara i jest w 7 klasie. W środę wyjechała na wycieczką w góry.
- Czyli masz spokój?
- W pewnym sensie. Cały czas mam jeszcze Laurę.
- To ta twoja przyjaciółka?
- Tak. Jest dla mnie jak siostra.
- Fajnie masz. Też chciałbym mieć taki kontakt z którymś z moich znajomych. - odparł - Tak w ogóle to dopijaj herbatę, bo zaraz zamykają.
Rozejrzałam się. Faktycznie, kawiarnia opustoszała. Tylko w kącie siedział jakiś starszy pan z gazetą.
- Dobra. - szybko dopiłam herbatę, zabrałam kurtkę z oparcia i wyszłam. Mark zapłacił jeszcze kelnerce za nasze zamówienie i też wyszedł. Rześkie, listopadowe powietrze rozwiewało mi włosy. Otuliłam się szczelniej kurtką.
- Było naprawdę miło -powiedziałam
- Dzięki, starałem się. - posłał m piękny uśmiech.
- Byłabym zapomniała. Oddam ci za herbatę.
- Nie, ja stawiam.
- Naprawdę, nie musisz.
- Muszę - uśmiech - to sprawa honoru.
- Dobra, skoro tak - zachichotałam
- Masz ładne oczy.
-Dzięki - powiedziałam. Czułam jak moje policzki zalewa rumieniec.- Do zobaczenia.
- Mam nadzieje.
Wsiadłam, pomachałam Mercuremu i odjechałam. Po drodze cały czas o nim myślałam. Zwłaszcza o tych jego niebieskich oczach.
Po wejściu do domu od razu włączyłam telewizor, bo nienawidziłam ciszy. Położyłam się na kanapie, z paczką popcornu. Skakałam po kanałach. Zatrzymałam się na kanale muzycznym, pod głosiłam i poszłam wziąć prysznic. Ciepła woda była bardzo przyjemna, a bananowy żel pod prysznic ukoił moje, rozchwiane dziś zmysły. Gdy wyszłam osuszyłam się szybko rącznikiem i włożyłam swoją fioletową, flanelową piżamę. Rozczesałam włosy i zaczęłam myć zęby. I nagle z dołu dobiegł mnie dźwięk zamykanych drzwi. Ktoś zmienił kanał w telewizji. Szybko wypłukałam usta. Mimo, że osoba która weszła do mojego domu zachowywała się zbyt głośno to i tak się wystraszyłam. Cicho uchyliłam drzwi i wyszłam na schody, z których widać było cały salon. Zobaczyłam postać, która siedziała na kanapie. Jej czerwone włosy również.
- Laura! Chcesz żebym padła na zawał!? - wrzasnęłam
Odwróciła się do mnie od niechcenia.
- To zamykaj drzwi. Boże, ale ty jesteś tchużliwa.
- Ktoś wbija m do domu, jestem sama, co miałam niby zrobić?
- Jak możesz to herbatę - rzuciła
- Śmieszne.
Zeszłam na dół i usiadłam koło niej na kanapie. Wzięłam koc z oparcia i szczelnie się nim owinęłam.
- Serio mówiłam o tej herbacie - zaśmiała się.
- Dobra, w sumię też muszę coś wypić. Wystraszyłaś mnie.
Wstałam i poszłam do kuchni. Nastawiłam wodę. Gdy się zagotowała zalałam herbaty i poszłam z nimi do pokoju. Laura leżała pod kocem.
- Jak było? - spytałam
- Chyba dobrze. Ucieszyła się. Curry jej smakowało.
- I tyle?
- No co ci mam powiedzieć?
- Jakieś szczegóły.
- Pocałowała mnie.
- Serio?
- Serio.
- Ale, no wiesz, tak?
- Dokładnie. Ale w sumie nie wiem co o tym myśleć. Bo ostatnio zachowywała się bardziej jak dobra znajoma, a tu nagle takie coś.
- Może chciała ci dać do zrozumienia, że jesteś dla niej ważna?
- Mam nadzieje.
- Jak całuje?
- Świetnie! - zachichotała - Jeszcze nikt mnie tak nie całował!
Też się zaśmiałam. Lubiłam jak się cieszy.
- A ty, jak spędziłaś wieczór?
- Bardzo miło.
- To znaczy?
- Z Mercurym, na kawie. - powiedziałam z dumą - Właściwie, ja piłam herbatę miętową.
- Kto to jet Mercury? - spytała Laura z zaciekawieniem
- Poznałam go dzisiaj. Zapomniałam zabrać popcornu ze sklepu, a on mi go przyniósł. A potem spotkałam go pod tym budynkiem. No i poszliśmy na kawę.
- Przystojny?
- Jak ten młody bóg - zachichotałam
- Opisz go.
- Czarne włosy, niebieskie oczy, jasna karnacja. Wysoki, szczupły i dobrze zbudowany.
- No no. Trafiło ci się. A jaki z charakteru?
- Inteligentny, z poczuciem humoru. Lubi rysować. Ogólnie strasznie uroczy.
- ,, Uroczy " to ostatnio twoje określenie na wszystko, więc za wiele mi to nie mówi.
- No wiesz, po prostu taki, prawdziwy. Nie udaje nikogo, a w dodatku naprawdę go polubiłam.
- Tylko się nie zakochaj.
- Postaram się - zachichotałam
- Tak w ogóle to chyba idę już spać - powiedziała Laura ziewając
- W sumie to ja chyba też - odparłam - Rozłożę ci materac.
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju. Z pod mojego łóżka wyciągnęłam materac, a z szafy na korytarzu pościel. Gdy kładłyśmy się już spać Laura powiedziała:
- Wiesz, muszę ci o czymś powiedzieć - powiedziała ze spuszczoną głową
- Co takiego? - zapytałam niepewnie
- Przenoszę się do liceum plastycznego.
- Och.
- Och?
- No wiesz, tego się nie spodziewałam.
- Ja właściwie też nie. - odparła - Lisa mnie namówiła, żebym złożyła papiery. Nie sądziłam, że się uda. Zaczynam od poniedziałku.
- Kiedy się dowiedziałaś, że się dostałaś?
- W piątek.
- No cóż, w takim razie gratuluje. Mam nadzieje, że ci się tam spodoba.
- Dzięki. Ale nasza przyjaźń na tym nie ucierpi?
- Oszalałaś!? Nigdy. Nawet jak wyjedziesz na drugi koniec świata, w końcu z kim ja bym się tak dogadała jak z tobą.
- No w sumie. - zaśmiała się - Jesteś najlepsza. Bałam się, że mnie znienawidzisz.
- Niby czemu?
- No wiesz, zostajesz w klasie z Alexą.
- O nie! Zupełnie o niej zapomniałam. - wykrzyknęłam
- Jesteś zła?
- Nie, żartuje. Dam sobie radę.
- W to nie wątpię.
- Dobra. Idziemy spać.
Zasnęłam koło 2.00. Cały czas zastanawiałam się jak teraz będzie wyglądało moje życie w liceum. Laura była moją najbliższą i właściwie jedyną przyjaciółką, a teraz miała odejść. Może nie na zawsze, ale nie będę już siedzieć z nią w ławce, śmiać się z Alexy czy z pani Evans, gdy przy podnoszeniu kredy spodnie mało jej nie pękną lub widać przez nie stringi.
Rano obudziło mnie szczekanie psa sąsiadów. Spojrzałam na zegarek. 8.30. Laura jeszcze spała, więc przeszłam nad nią i poszłam do łazienki. Ubrałam się w jeansy i białą koszulkę. Związałam włosy w gładki kucyk, umyłam zęby i zeszłam na dół do kuchni. Nastawiłam wodę na herbatę i wrzuciłam chleb do tostera.
- Co tam robisz? - zapytała Laura, która nagle znalazła się tuż za mną.
- Tosty - odparłam
Nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk, świadczący o tym, że tosty są już gotowe.
- Z dżemem? - spytałam
- Truskawkowym.
Po śniadaniu usiadłyśmy na kanapie z herbatą i włączyłyśmy telewizję. Leciał jakiś głupkowaty serial.
- Jutro trochę się zmieni. - powiedziała Laura skacząc po kanałach.
- Trochę? To będzie wielka zmiana - westchnęłam - Z kim ja się teraz będę wyśmiewać z pękających spodni pani Evans.
- Też będzie mi tego brakować. - zachichotała - Ale po tym liceum mam większe szanse dostać się na ASP.
- Wiem, tylko bardzo będę tęsknić.
- Ja też.
Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie chciałam żeby odchodziła. Mimo, że wiedziałam, że odchodzi tylko ze szkoły, było mi z tym źle.
- Nie płacz. - powiedziała Laura takim głosem jakby sama miała się zaraz rozpłakać. - To tylko szkoła.
- Wiem.
Przytuliłam ją.
- Będzie mi cię brakować w ławce. - powiedziała
- Mi ciebie też. - odparłam - Chcesz herbaty?
- Chce. - zachichotała wycierając oczy
Nagle usłyszałyśmy odgłos otwieranych drzwi.
- Mizu! Wróciliśmy!
- Cześć mamo! Cześć tato! Laura jest u mnie.
- Cześć, Laura! - krzyknął mój tata
- Chcecie kawę?
- Możesz zrobić.
Gdy woda się zagotowała zalałam napoje i zaniosłam do salonu.
- Jak było u dziadków?
- Dobrze, kazali cię ucałować.
- Mizu ja już będę się zbierać.
- Dobra. Odwieźć cię?
- Nie, dzisiaj przyjechałam samochodem.
Spojrzałam na nią sceptycznie, bo wiedziałam, że piła.
- Dobra, jak tak, to spoko - powiedziałam w końcu.
Potem usłyszałam jak odjeżdża.
- Opowiedz mi coś o sobie - zaproponował
- Tak więc... mam dziwne japońskie imię i...
- O nie, nie, nie! To nie ty masz tu najdziwniejsze imię - odparł - poza tym, chodziło mi raczej o to czym się interesujesz, no wiesz twoje hobby.
- Dobra. Ale wiedz, że nie lubię mówić o sobie. Więc interesuje się kulturą japońską, muzyką i teatrem. A, no i czasem maluje. - odpowiedziałam
- Czemu? Moim zdaniem jesteś bardzo ciekawą osobą. - odparł, ignorując moją późniejszą wypowiedź
- Czy coś państwu podać? - zapytała nagle kelnerka, która jakby wyrosła z pod ziemi. Muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyła.
- Poproszę herbatę miętową - odparłam nieco oszołomiona.
- Dobra - odparła kelnerka, notując moje zamówienie w notesie - A dla pana?
- Kawę. Czarną. - odparł Mark
Gdy kelnerka odeszła zapytał :
- Serio zamówiłaś miętową herbatę?
- Tak. Co w tym dziwnego?
- W sumie to nic. - odparł - Wróćmy do tego czemu nie lubisz o sobie mówić.
- Bo to krępujące. Tym bardziej jeśli nic nie wiem o moim rozmówcy.
- Znasz moje imię.
- To niewiele.
- To właśnie bardzo dużo . Imię wiele mówi o tym, kto je nosi,
- Wolę jednak, żebyś coś mi o sobie powiedział.
- Państwa zamówienie. - usłyszałam nad sobą cienki głos. Ta cholerna kelnerka chyba się teleportuję.
- Dziękujemy - odparł Mark wybuchając śmiechem. Kelnerka odeszła zmieszana.
- Z czego się śmiejesz? - zapytałam zirytowana, przypuszczając, że ze mnie.
- Masz minę jakbyś zobaczyła ducha - powiedział między atakami śmiechu.
- Ona zdecydowanie za cicho chodzi.
- A może po prostu nie słyszałaś? - zapytał z kokieteryjnym uśmiechem.
- No jasne - rzuciłam, biorąc łyk herbaty. Była naprawdę dobra. - Mów o sobie.
- Od czego by tu zacząć...
- Od początku. Skąd wzięło się twoje imię?
- Mój tata miał fioła na punkcie astrologii. Kiedy się urodziłem Mercury był w lini prostej z Ziemią. Stąd imię. A twoje?
- Moja mama była zafascynowana japonią, a byli akurat z tatą na wakacjach nad morzem. Tak wyszło. - odpowiedziałam - Ale rozmawialiśmy o tobie. Czym się interesujesz?
- Rysuję.
Bardzo mnie to zaskoczyło. Ale zdecydowanie pozytywnie.
- Co konkretnie rysujesz? - spytałam
- Ludzi. - odparł - Siadam na ławce albo w kawiarni, obserwuje ich, a potem przelewam to co widzę na papier.
Szczerze mnie zaintrygował. Przy pierwszej rozmowie wydawał się inny.
- Masz rodzeństwo? - spytałam
- Siostrę i brata. Maya ma 8 lat, a Leo 3 lata. A ty?
- Siostrę. Ma na imię Sara i jest w 7 klasie. W środę wyjechała na wycieczką w góry.
- Czyli masz spokój?
- W pewnym sensie. Cały czas mam jeszcze Laurę.
- To ta twoja przyjaciółka?
- Tak. Jest dla mnie jak siostra.
- Fajnie masz. Też chciałbym mieć taki kontakt z którymś z moich znajomych. - odparł - Tak w ogóle to dopijaj herbatę, bo zaraz zamykają.
Rozejrzałam się. Faktycznie, kawiarnia opustoszała. Tylko w kącie siedział jakiś starszy pan z gazetą.
- Dobra. - szybko dopiłam herbatę, zabrałam kurtkę z oparcia i wyszłam. Mark zapłacił jeszcze kelnerce za nasze zamówienie i też wyszedł. Rześkie, listopadowe powietrze rozwiewało mi włosy. Otuliłam się szczelniej kurtką.
- Było naprawdę miło -powiedziałam
- Dzięki, starałem się. - posłał m piękny uśmiech.
- Byłabym zapomniała. Oddam ci za herbatę.
- Nie, ja stawiam.
- Naprawdę, nie musisz.
- Muszę - uśmiech - to sprawa honoru.
- Dobra, skoro tak - zachichotałam
- Masz ładne oczy.
-Dzięki - powiedziałam. Czułam jak moje policzki zalewa rumieniec.- Do zobaczenia.
- Mam nadzieje.
Wsiadłam, pomachałam Mercuremu i odjechałam. Po drodze cały czas o nim myślałam. Zwłaszcza o tych jego niebieskich oczach.
Po wejściu do domu od razu włączyłam telewizor, bo nienawidziłam ciszy. Położyłam się na kanapie, z paczką popcornu. Skakałam po kanałach. Zatrzymałam się na kanale muzycznym, pod głosiłam i poszłam wziąć prysznic. Ciepła woda była bardzo przyjemna, a bananowy żel pod prysznic ukoił moje, rozchwiane dziś zmysły. Gdy wyszłam osuszyłam się szybko rącznikiem i włożyłam swoją fioletową, flanelową piżamę. Rozczesałam włosy i zaczęłam myć zęby. I nagle z dołu dobiegł mnie dźwięk zamykanych drzwi. Ktoś zmienił kanał w telewizji. Szybko wypłukałam usta. Mimo, że osoba która weszła do mojego domu zachowywała się zbyt głośno to i tak się wystraszyłam. Cicho uchyliłam drzwi i wyszłam na schody, z których widać było cały salon. Zobaczyłam postać, która siedziała na kanapie. Jej czerwone włosy również.
- Laura! Chcesz żebym padła na zawał!? - wrzasnęłam
Odwróciła się do mnie od niechcenia.
- To zamykaj drzwi. Boże, ale ty jesteś tchużliwa.
- Ktoś wbija m do domu, jestem sama, co miałam niby zrobić?
- Jak możesz to herbatę - rzuciła
- Śmieszne.
Zeszłam na dół i usiadłam koło niej na kanapie. Wzięłam koc z oparcia i szczelnie się nim owinęłam.
- Serio mówiłam o tej herbacie - zaśmiała się.
- Dobra, w sumię też muszę coś wypić. Wystraszyłaś mnie.
Wstałam i poszłam do kuchni. Nastawiłam wodę. Gdy się zagotowała zalałam herbaty i poszłam z nimi do pokoju. Laura leżała pod kocem.
- Jak było? - spytałam
- Chyba dobrze. Ucieszyła się. Curry jej smakowało.
- I tyle?
- No co ci mam powiedzieć?
- Jakieś szczegóły.
- Pocałowała mnie.
- Serio?
- Serio.
- Ale, no wiesz, tak?
- Dokładnie. Ale w sumie nie wiem co o tym myśleć. Bo ostatnio zachowywała się bardziej jak dobra znajoma, a tu nagle takie coś.
- Może chciała ci dać do zrozumienia, że jesteś dla niej ważna?
- Mam nadzieje.
- Jak całuje?
- Świetnie! - zachichotała - Jeszcze nikt mnie tak nie całował!
Też się zaśmiałam. Lubiłam jak się cieszy.
- A ty, jak spędziłaś wieczór?
- Bardzo miło.
- To znaczy?
- Z Mercurym, na kawie. - powiedziałam z dumą - Właściwie, ja piłam herbatę miętową.
- Kto to jet Mercury? - spytała Laura z zaciekawieniem
- Poznałam go dzisiaj. Zapomniałam zabrać popcornu ze sklepu, a on mi go przyniósł. A potem spotkałam go pod tym budynkiem. No i poszliśmy na kawę.
- Przystojny?
- Jak ten młody bóg - zachichotałam
- Opisz go.
- Czarne włosy, niebieskie oczy, jasna karnacja. Wysoki, szczupły i dobrze zbudowany.
- No no. Trafiło ci się. A jaki z charakteru?
- Inteligentny, z poczuciem humoru. Lubi rysować. Ogólnie strasznie uroczy.
- ,, Uroczy " to ostatnio twoje określenie na wszystko, więc za wiele mi to nie mówi.
- No wiesz, po prostu taki, prawdziwy. Nie udaje nikogo, a w dodatku naprawdę go polubiłam.
- Tylko się nie zakochaj.
- Postaram się - zachichotałam
- Tak w ogóle to chyba idę już spać - powiedziała Laura ziewając
- W sumie to ja chyba też - odparłam - Rozłożę ci materac.
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju. Z pod mojego łóżka wyciągnęłam materac, a z szafy na korytarzu pościel. Gdy kładłyśmy się już spać Laura powiedziała:
- Wiesz, muszę ci o czymś powiedzieć - powiedziała ze spuszczoną głową
- Co takiego? - zapytałam niepewnie
- Przenoszę się do liceum plastycznego.
- Och.
- Och?
- No wiesz, tego się nie spodziewałam.
- Ja właściwie też nie. - odparła - Lisa mnie namówiła, żebym złożyła papiery. Nie sądziłam, że się uda. Zaczynam od poniedziałku.
- Kiedy się dowiedziałaś, że się dostałaś?
- W piątek.
- No cóż, w takim razie gratuluje. Mam nadzieje, że ci się tam spodoba.
- Dzięki. Ale nasza przyjaźń na tym nie ucierpi?
- Oszalałaś!? Nigdy. Nawet jak wyjedziesz na drugi koniec świata, w końcu z kim ja bym się tak dogadała jak z tobą.
- No w sumie. - zaśmiała się - Jesteś najlepsza. Bałam się, że mnie znienawidzisz.
- Niby czemu?
- No wiesz, zostajesz w klasie z Alexą.
- O nie! Zupełnie o niej zapomniałam. - wykrzyknęłam
- Jesteś zła?
- Nie, żartuje. Dam sobie radę.
- W to nie wątpię.
- Dobra. Idziemy spać.
Zasnęłam koło 2.00. Cały czas zastanawiałam się jak teraz będzie wyglądało moje życie w liceum. Laura była moją najbliższą i właściwie jedyną przyjaciółką, a teraz miała odejść. Może nie na zawsze, ale nie będę już siedzieć z nią w ławce, śmiać się z Alexy czy z pani Evans, gdy przy podnoszeniu kredy spodnie mało jej nie pękną lub widać przez nie stringi.
Rano obudziło mnie szczekanie psa sąsiadów. Spojrzałam na zegarek. 8.30. Laura jeszcze spała, więc przeszłam nad nią i poszłam do łazienki. Ubrałam się w jeansy i białą koszulkę. Związałam włosy w gładki kucyk, umyłam zęby i zeszłam na dół do kuchni. Nastawiłam wodę na herbatę i wrzuciłam chleb do tostera.
- Co tam robisz? - zapytała Laura, która nagle znalazła się tuż za mną.
- Tosty - odparłam
Nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk, świadczący o tym, że tosty są już gotowe.
- Z dżemem? - spytałam
- Truskawkowym.
Po śniadaniu usiadłyśmy na kanapie z herbatą i włączyłyśmy telewizję. Leciał jakiś głupkowaty serial.
- Jutro trochę się zmieni. - powiedziała Laura skacząc po kanałach.
- Trochę? To będzie wielka zmiana - westchnęłam - Z kim ja się teraz będę wyśmiewać z pękających spodni pani Evans.
- Też będzie mi tego brakować. - zachichotała - Ale po tym liceum mam większe szanse dostać się na ASP.
- Wiem, tylko bardzo będę tęsknić.
- Ja też.
Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie chciałam żeby odchodziła. Mimo, że wiedziałam, że odchodzi tylko ze szkoły, było mi z tym źle.
- Nie płacz. - powiedziała Laura takim głosem jakby sama miała się zaraz rozpłakać. - To tylko szkoła.
- Wiem.
Przytuliłam ją.
- Będzie mi cię brakować w ławce. - powiedziała
- Mi ciebie też. - odparłam - Chcesz herbaty?
- Chce. - zachichotała wycierając oczy
Nagle usłyszałyśmy odgłos otwieranych drzwi.
- Mizu! Wróciliśmy!
- Cześć mamo! Cześć tato! Laura jest u mnie.
- Cześć, Laura! - krzyknął mój tata
- Chcecie kawę?
- Możesz zrobić.
Gdy woda się zagotowała zalałam napoje i zaniosłam do salonu.
- Jak było u dziadków?
- Dobrze, kazali cię ucałować.
- Mizu ja już będę się zbierać.
- Dobra. Odwieźć cię?
- Nie, dzisiaj przyjechałam samochodem.
Spojrzałam na nią sceptycznie, bo wiedziałam, że piła.
- Dobra, jak tak, to spoko - powiedziałam w końcu.
Potem usłyszałam jak odjeżdża.
Koniec tego rozdziału. Mam nadzieje, że jeśli ktoś to czyta, to spodoba mu się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz